Nawinęło mi się wino pod rękę, więc cóż innego można było zrobić, jak nie wykorzystać go do jakiegoś przepisu? Tym razem, danie, które przygotowuje się bardzo szybko, potrzebnych jest niewiele składników, a efekt...POWALAJĄCY!
Zatem, na weekend proponuję Wam Schab w czerwonym winie wg Ewy Aszkiewicz, "Kuchnia Polska, 1001 Przepisów".
przepis oryginalny
Schab w czerwonym winie
Składniki:
50dkg schabu bez kości
olej i łyżka czystego smalcu do smażenia
50dkg pieczarek
szklana czerwonego wytrawnego wina
3 duże łyżki śmietany kremowej
sól
pieprz
przyprawa prowansalska roztarta w dłoniach.
Mięso dzielimy na jednakowej grubości cztery kotlety i drewnianym (ważne!) tłuczkiem, zwilżonym zimną wodą, rozbijamy na grubość centymetra. Gotowe lekko solimy i odstawiamy w chłodne miejsce na kilka minut.
Tak przygotowane mięso smażymy na rozgrzanym tłuszczu (olej i smalec), rumienimy z obu stron, przekładamy do rondla, odstawiamy w ciepłe miejsce. Na pozostałym ze smażenia tłuszczu podsmażamy pokrojone w cienki plasterki pieczarki. Gdy sos z pieczarek wyparuje, przekładamy je do rondla z mięsem. Patelnię stawiamy na niewielkim ogniu, wlewamy wino, mieszamy do momentu, aż wino połączy się z pozostałym tłuszczem i powstanie sos o jednolitej konsystencji. Do sosu dodajemy śmietanę, mieszając, podgrzewamy (nie zagotowujemy!) i natychmiast polewamy sosem pieczarki i mięso. Gotowe danie trzymamy przez kilka minut w ciepłym piekarniku, by smaki dobrze się połączyły. Podajemy z dodatkiem grubego makaronu lub z kładzionymi kluseczkami z półfrancuskiego ciasta i z zieloną sałatą obficie polaną spienionym sosem jogurtowym.
Tym razem trzymałam się praktycznie dokładnie przepisu. No może oprócz tego, że mój tłuczek drewnianych końcówek nie ma, więc by nie rozchlapać miechem na około, tłukłam je przez woreczek. Do tego ukroiłam cieńsze plastry, bo takie lubię ;) Podałam z ryżem i sama zdziwiłam się, jakie mięciutkie mięso wyszło! Polecam Wam :) Smakuje ciekawie, dość niestandardowo i wykwintnie.
czwartek, 24 maja 2012
niedziela, 20 maja 2012
2/29 zupa ogórkowa
Zupa ogórkowa bywała u mnie w rodzinnym domu zupą tzw. dyżurną. Podobnie zresztą, jak pommidorówka. Żadnej z tych zup nie lubiłam. Ogórkowa była za kwaśna a pomidorówkę babcia robiła z koncentratu, bo to była pomidorówka komunistyczna. Była na pewno czerwona ;)
Teraz pomidorówkę lubię, ale z prawdziwych pomidorów, a do ogrókowej postanowiłam się przekonać. Tym samym, wykonałam drugi krok, sięgnęłam po Ewę Aszkiewicz, "kuchnia Polska, 1001 Przepisów" i wg podanego tam przepisu, zrobiłam moją wariację.
Przepis oryginalny:
Zupa z kiszonych ogórków
-przepis z kuchni staropolskiej
Składniki:
5 szklanek esenconalnego wywaru z włoszczyzny i kości.
2 twarde kiszone ogórki
kopiasta łyżka smalcu
1/2 szklanki, lub nieco więcej - zależnie od upodobań smakowych - soku z ogórków
2 ziarna ziela angielskiego
liść laurowy
duży ząbek czosnku
szklanka śmietany
łyżka mąki
posiekany koperek
Wywar przyprawiamy, zagotowujemy i trzymamy pod przykryciem na niewielkim ogniu. Ogórki obieramy ze skórki i ucieramy na jarzynowej tarce z dużymi otworami, odsączamy na śicie a sok wlewany do wywaru. Odsączone ogórki zasmażamy minutę na rozgrzanym smalcu, często mieszając, oprószamy mąką i zasmażamy razem przez 3-5 minut, by mąka straciła smak surowizny. Następnie dodajemy je do wywaru i zagotowujemy, po czym zmniejszamy ogień i gotujemy jeszcze przez 2 min. Po zestawieniu z ognia dodajemy spienioną śmietanę, koperek i, jeżeli trzeba, doprawiamy do smaku. Podajemy z młodymi ziemniakami z wody obficie polanymi świeżymi skawrkami i posypanymi zieleniną.
A ja...
a ja poszłam na żywioł. Z zamrażarki wyszperałam kawał podeszwy od wędzonego boczku. Ugotowałam wywar z warzyw z podeszwą. Dałam jednak więcej ziela i 2 liście laurowe. Uwielbiam posmak tych przypraw w zupie! Dzięki boczkowi, wywar miał wyraźnie podwędzany smak.
Potem ogórki, nie obierałam, ale starłam na tarce i .... wrzuciłam do wywaru. W tym również momencie przypomniało mi się, że miałam je zasmażyć. Cóż następnym razem... Starłam również marchewkę z wywaru i korzeń pietruszki, żeby coś tam jeszcze w zupie pływało. Osobno ugotowałam ziemniaki i również dorzuciłam do garnka. Od razu przyznam się, że nie lubię zup zabielanych, więc śmietana nie znalazła u mnie zastosowania.
Czy zupa była smaczna? Mój syn, na wieść o ogórkowej powiedział - "Nie lubię"!! Ale jak spróbował dodał "ale taką tak". Koleżanka, która takowe zupy kocha, dała mi piątkę, więc źle nie było. Ponieważ miałam wielki gar, (aaa, dodałam oczywiście więcej ogórków i więcej soku, ale kwaśna nie była), kolejnego dnia dorobiłam do niej grzanki i było jeszcze smaczniejsze!
Ufff, drugi przepis z głowy ;)
Teraz pomidorówkę lubię, ale z prawdziwych pomidorów, a do ogrókowej postanowiłam się przekonać. Tym samym, wykonałam drugi krok, sięgnęłam po Ewę Aszkiewicz, "kuchnia Polska, 1001 Przepisów" i wg podanego tam przepisu, zrobiłam moją wariację.
Przepis oryginalny:
Zupa z kiszonych ogórków
-przepis z kuchni staropolskiej
Składniki:
5 szklanek esenconalnego wywaru z włoszczyzny i kości.
2 twarde kiszone ogórki
kopiasta łyżka smalcu
1/2 szklanki, lub nieco więcej - zależnie od upodobań smakowych - soku z ogórków
2 ziarna ziela angielskiego
liść laurowy
duży ząbek czosnku
szklanka śmietany
łyżka mąki
posiekany koperek
Wywar przyprawiamy, zagotowujemy i trzymamy pod przykryciem na niewielkim ogniu. Ogórki obieramy ze skórki i ucieramy na jarzynowej tarce z dużymi otworami, odsączamy na śicie a sok wlewany do wywaru. Odsączone ogórki zasmażamy minutę na rozgrzanym smalcu, często mieszając, oprószamy mąką i zasmażamy razem przez 3-5 minut, by mąka straciła smak surowizny. Następnie dodajemy je do wywaru i zagotowujemy, po czym zmniejszamy ogień i gotujemy jeszcze przez 2 min. Po zestawieniu z ognia dodajemy spienioną śmietanę, koperek i, jeżeli trzeba, doprawiamy do smaku. Podajemy z młodymi ziemniakami z wody obficie polanymi świeżymi skawrkami i posypanymi zieleniną.
A ja...
a ja poszłam na żywioł. Z zamrażarki wyszperałam kawał podeszwy od wędzonego boczku. Ugotowałam wywar z warzyw z podeszwą. Dałam jednak więcej ziela i 2 liście laurowe. Uwielbiam posmak tych przypraw w zupie! Dzięki boczkowi, wywar miał wyraźnie podwędzany smak.
Potem ogórki, nie obierałam, ale starłam na tarce i .... wrzuciłam do wywaru. W tym również momencie przypomniało mi się, że miałam je zasmażyć. Cóż następnym razem... Starłam również marchewkę z wywaru i korzeń pietruszki, żeby coś tam jeszcze w zupie pływało. Osobno ugotowałam ziemniaki i również dorzuciłam do garnka. Od razu przyznam się, że nie lubię zup zabielanych, więc śmietana nie znalazła u mnie zastosowania.
Czy zupa była smaczna? Mój syn, na wieść o ogórkowej powiedział - "Nie lubię"!! Ale jak spróbował dodał "ale taką tak". Koleżanka, która takowe zupy kocha, dała mi piątkę, więc źle nie było. Ponieważ miałam wielki gar, (aaa, dodałam oczywiście więcej ogórków i więcej soku, ale kwaśna nie była), kolejnego dnia dorobiłam do niej grzanki i było jeszcze smaczniejsze!
Ufff, drugi przepis z głowy ;)
Etykiety:
29/29,
Ewa Aszkiewicz,
ogórek,
zupa
czwartek, 17 maja 2012
1/29 torcik wiosenny
Imieniny Zosi postanowiłam uczcić torcikiem lekkim, łatwym i przyjemnym.
"Kuchnia Polska, 1001 Przepisów" Ewa Aszkiewicz
Składniki:
tabliczka gorzkiej, twardej czekolady
2 szklanki pokruszonych herbatników
łyżka słodkiej śmietany
3 łyżki truskawkowego dżemu
szklanka kremówki
zagęstnik do śmietany
świeże owoce
opakowanie galaretki o smaku truskawkowym
Spód średniej wielkości tortownicy wykładamy aluminiową folią, trzymamy w lodówce (powinien być zimny). W rondelku rozgrzewamy pokruszoną czekoladę, z dodatkiem śmietany, gdy składniki się rozpuszczą, wrzucamy pokruszone herbatniki, mieszamy.Rozkładamy na wychłodzonej folii, rozprowadzamy, by spodnia warstwa była równomierna, ponownie wkładamy do lodówki. Galaretkę przygotowujemy wg przepisu na opakowaniu, odstawiamy do przechłodzenia. Owoce myjemy, dokładnie odsączamy, śmietanę ubijamy na puch, dodając, pod koniec ubijania, zagęstnik.
Spód smarujemy dżemem, wykładamy śmietanę, wstawiamy do lodówki. Gdy zastygnie, rozkładamy przygotowane owoce, zalewamy ścinającą się galaretką i ponownie wstawiamy do lodówki. Przed podaniem wysuwamy torcik na paterę, podejmy pokrojony cienkim, wygrzanym we wrzątku nożem w zgrabne romby.
Moje uwagi:
Nie miałam średniej wielkości tortownicy, tylko raczej dużą. Herbatników zużyłam opakowanie o wadze 250 gram. Zdecydowanie więcej niż dwie szklanki. Również do roztopionej czekolady dodałam więcej śmietany - tak na oko :) Zmiast truskawek użyłam winogron a zamiast jednego opakowania galaretki - dwa. Dla pewności, zużyłam do jej przygotowania mniej wody (o ok 50ml) niż było podane na opakowaniu.
Teraz sprawa folii - pewnie miała zapobiec wyciekaniu galaretki z blachy. Mnie się ona przykleiła do spodu, w żaden sposób, nie udało mi się zsunąć gotowego ciasta z niej. Wręcz przeciwnie, męczyłam się z nią przy krojeniu. Spód, ubita śmietana i galaretka były tak dobrze ścięte, że nóż nie musiał zażywać wrzącej kąpieli, ponieważ i tak wchodził, jak w masło :)
Samo ciasto polecam z całego serca, bo jest pyyszne, lekkie i całkiem przyjemnie się go robi :)) Na pewno powtórzę go, nie raz!
"Kuchnia Polska, 1001 Przepisów" Ewa Aszkiewicz
Torcik truskawkowy
Składniki:
tabliczka gorzkiej, twardej czekolady
2 szklanki pokruszonych herbatników
łyżka słodkiej śmietany
3 łyżki truskawkowego dżemu
szklanka kremówki
zagęstnik do śmietany
świeże owoce
opakowanie galaretki o smaku truskawkowym
Spód średniej wielkości tortownicy wykładamy aluminiową folią, trzymamy w lodówce (powinien być zimny). W rondelku rozgrzewamy pokruszoną czekoladę, z dodatkiem śmietany, gdy składniki się rozpuszczą, wrzucamy pokruszone herbatniki, mieszamy.Rozkładamy na wychłodzonej folii, rozprowadzamy, by spodnia warstwa była równomierna, ponownie wkładamy do lodówki. Galaretkę przygotowujemy wg przepisu na opakowaniu, odstawiamy do przechłodzenia. Owoce myjemy, dokładnie odsączamy, śmietanę ubijamy na puch, dodając, pod koniec ubijania, zagęstnik.
Spód smarujemy dżemem, wykładamy śmietanę, wstawiamy do lodówki. Gdy zastygnie, rozkładamy przygotowane owoce, zalewamy ścinającą się galaretką i ponownie wstawiamy do lodówki. Przed podaniem wysuwamy torcik na paterę, podejmy pokrojony cienkim, wygrzanym we wrzątku nożem w zgrabne romby.
Moje uwagi:
Nie miałam średniej wielkości tortownicy, tylko raczej dużą. Herbatników zużyłam opakowanie o wadze 250 gram. Zdecydowanie więcej niż dwie szklanki. Również do roztopionej czekolady dodałam więcej śmietany - tak na oko :) Zmiast truskawek użyłam winogron a zamiast jednego opakowania galaretki - dwa. Dla pewności, zużyłam do jej przygotowania mniej wody (o ok 50ml) niż było podane na opakowaniu.
Teraz sprawa folii - pewnie miała zapobiec wyciekaniu galaretki z blachy. Mnie się ona przykleiła do spodu, w żaden sposób, nie udało mi się zsunąć gotowego ciasta z niej. Wręcz przeciwnie, męczyłam się z nią przy krojeniu. Spód, ubita śmietana i galaretka były tak dobrze ścięte, że nóż nie musiał zażywać wrzącej kąpieli, ponieważ i tak wchodził, jak w masło :)
Samo ciasto polecam z całego serca, bo jest pyyszne, lekkie i całkiem przyjemnie się go robi :)) Na pewno powtórzę go, nie raz!
Etykiety:
1001 przepisów,
29/29,
ciasto,
deser,
do kawy,
Ewa Aszkiewicz,
książka kucharska,
na zimno,
słodkie
Projekt 29/29
Witajcie, po dłuuuugiej przerwie!
U mnie nic się nie zmieniło, nadal książki kucharskie to moje jedne z ulubionych. Zawsze odpływam, kiedy takowe przeglądam. Mają w sobie coś magicznego.
Od jakiegoś czasu chciałam dokupić sobie jakąś nową, ale najpierw postanowiłam, że...
że z mojej ulubionej, postanawiam zrobić chociaż 10% przepisów, zanim dokonam nowych zakupów. Przepisów jest 1001, powinnam mieć ich przerobionych 101. A na razie podliczyłam i mam 71.
Ulubiona to: "Kuchnia Polska 1001 Przepisów" Ewy Aszkiewicz. Rok wydania w książce zjadło... chociaż moje notki w niej sięgają roku 2007. Wydana została przez Wydawnictwo Publicat w Poznaniu.
Dlatego ogłosiłam sobie sama projekt:
W postach będę podawać przepis oryginalny a do tego moje uwagi, przemyślenia i modyfikacje. Nie określam czasu - im szybciej zrobię, tym szybciej zakupię nową ;) Myślę, że to dla mnie wystarczająca modyfikacja.
U mnie nic się nie zmieniło, nadal książki kucharskie to moje jedne z ulubionych. Zawsze odpływam, kiedy takowe przeglądam. Mają w sobie coś magicznego.
Od jakiegoś czasu chciałam dokupić sobie jakąś nową, ale najpierw postanowiłam, że...
że z mojej ulubionej, postanawiam zrobić chociaż 10% przepisów, zanim dokonam nowych zakupów. Przepisów jest 1001, powinnam mieć ich przerobionych 101. A na razie podliczyłam i mam 71.
Ulubiona to: "Kuchnia Polska 1001 Przepisów" Ewy Aszkiewicz. Rok wydania w książce zjadło... chociaż moje notki w niej sięgają roku 2007. Wydana została przez Wydawnictwo Publicat w Poznaniu.
Dlatego ogłosiłam sobie sama projekt:
W postach będę podawać przepis oryginalny a do tego moje uwagi, przemyślenia i modyfikacje. Nie określam czasu - im szybciej zrobię, tym szybciej zakupię nową ;) Myślę, że to dla mnie wystarczająca modyfikacja.
Etykiety:
1001 przepisów,
29/29,
Ewa Aszkiewicz,
książka kucharska
niedziela, 1 stycznia 2012
sernik - piernik
Sernik, który zrobiłam na czas po świąteczny, na pewno nie należy do rzeczy blyskawicznie robionych. Ale tak rzadko go robię, że zapragnęłam poświęcić mu trochę czasu. Pomijam fakt, że niestety nad nim wydzieliło mi się mnóstwo negatywnych emocji - ale... przed wstawieniem do piekarnika ułaskawiłam go miłym słowem i buziakiem
Do jego wykonania użyłam dwóch przepisów.
Spód:
Co potrzeba?
W zależności od wielkości blachy - kruche pierniczki (ilość na oko - przyznam się, że w trakcie robienia po prostu dosypywałam ciasteczek)
tłuszcz - masełko albo margaryna w gorszym wypadku
Masa serowa:
Co potrzebujemy?
Ser:
1 kg przemielonego sera (by chociaż lekko skrócić czas przygotowania)
4 jajka (oddzielamy białko od żółtka)
1 margaryna albo maslo
1 budyń waniliowy,smietankowy
1 szkl cukru
bakalie wg uznania
Jak robimy?
Ciasteczka tłuczemy na drobno (mniej lub więcej). Topimy trochę tłuszczu i mieszamy z ciasteczkami - tak by lekko się związały. Wykładamy tą masą na blachę. Pod spód masy dałam papier do pieczenia, dla mnie to najpewniejszy sposób, by ciasto nie przywierało.
Kostkę masła ucieramy z cukrem i 4 żółtkami. Dodajemy ser i budyń - mieszamy. Ubijamy pianę z białek, dodajemy do masy serowej i delikatnie mieszamy. Dodajemy bakalie - ja tylko dodałam skórkę pomarańczową, domowo kandyzowaną. Uwielbiam jej smak i zapach.
Masę serową wykładamy na przygotowany wcześniej spód. I do piekarnika na ok 60min w temp 180 stopni.
Po upieczeniu, pozostawiamy w piekarniku, nie wyjmując póki się nie ostudzi - by ser nam za bardzo nie opadł. Ogólnie, ten sernik nie nalezy do ciast wysokich, ale za to pysznych ;)
Nie potrafię obyć się bez polewy czekoladowej (kakao, cukier puder plus trochę mleka plus ciutka masła dla dodania blasku).
Sernik zniknął błyskawicznie i na wynos też został zabrany - a to chyba najlepszy komplement :)))
Do jego wykonania użyłam dwóch przepisów.
Spód:
Co potrzeba?
W zależności od wielkości blachy - kruche pierniczki (ilość na oko - przyznam się, że w trakcie robienia po prostu dosypywałam ciasteczek)
tłuszcz - masełko albo margaryna w gorszym wypadku
Masa serowa:
Co potrzebujemy?
Ser:
1 kg przemielonego sera (by chociaż lekko skrócić czas przygotowania)
4 jajka (oddzielamy białko od żółtka)
1 margaryna albo maslo
1 budyń waniliowy,smietankowy
1 szkl cukru
bakalie wg uznania
Jak robimy?
Ciasteczka tłuczemy na drobno (mniej lub więcej). Topimy trochę tłuszczu i mieszamy z ciasteczkami - tak by lekko się związały. Wykładamy tą masą na blachę. Pod spód masy dałam papier do pieczenia, dla mnie to najpewniejszy sposób, by ciasto nie przywierało.
Kostkę masła ucieramy z cukrem i 4 żółtkami. Dodajemy ser i budyń - mieszamy. Ubijamy pianę z białek, dodajemy do masy serowej i delikatnie mieszamy. Dodajemy bakalie - ja tylko dodałam skórkę pomarańczową, domowo kandyzowaną. Uwielbiam jej smak i zapach.
Masę serową wykładamy na przygotowany wcześniej spód. I do piekarnika na ok 60min w temp 180 stopni.
Po upieczeniu, pozostawiamy w piekarniku, nie wyjmując póki się nie ostudzi - by ser nam za bardzo nie opadł. Ogólnie, ten sernik nie nalezy do ciast wysokich, ale za to pysznych ;)
Nie potrafię obyć się bez polewy czekoladowej (kakao, cukier puder plus trochę mleka plus ciutka masła dla dodania blasku).
Sernik zniknął błyskawicznie i na wynos też został zabrany - a to chyba najlepszy komplement :)))
wtorek, 27 grudnia 2011
sakiewki poświąteczne
Do zrobienia takich niby pasztecików zainspirowała mnie koleżanka Maggie :) Ponieważ mój żołądek, po przejściach grypowych nie ma jeszcze siły na grzybki, wymyśliłam na szybko inne nadzienie.
Powiem Wam, że już pachnie niebotycznie, w brzuchu burczy i zaraz je zjem!
Co potrzebujemy?
opakowanie ciasta francuskiego (chyba, że ktoś robi sam)
ok 200g warzyw krojonych w paseczki - mrożonka (marchewka, por, piatruszka) - chyba, że ktoś kroi warzywka sam, to może oczywiście pociachać własnoręcznie.
tymianek
sół
pieprz
czerwona słodka papryka
łyżka pikantnego ketchupu.
masełko
Jak robimy?
Roztapiamy masełko wraz z tymiankiem na patelni. Wrzucamy warzywa i dusimy je aż do miękkości. Między czasie dodajemy paprykę w proszku, sól, pieprz i łyżkę ketchupu.Zostawiamy do przestygnięcia.
Piekarnik nastawiamy na 180 stopni. Płat ciasta francuskiego kroimy na kwadraty (wielkość dowolna, ale lepiej ciut większa, u mnie tak na oko 10x10cm). Na każdy kwadracik kładziemy porcję warzyw, potem zlepiamy je w sakiewki. Nie martwmy się, jeżeli ciasto gdzieś lekko odstaje, czy nie lepi się. W trakcie pieczenia, sakwieki i tak się otworzą.
Dla tych, co kłopotów z brzuszkiem dziś nie mają, polecam, jako dodatek - śmietanę. Ja dziś się bez niej obejdę. Od razu uprzedzę też komentarze - tak, wiem, że moje sakiewki są blade. Ale taki ich los. I los wszystkiego, co w moim piekarniku gazowym się piecze. Gaz działa tylko od dołu.
mmm, jaki zapach!
Etykiety:
ciasto,
przystawka,
warzywa,
wegetariańskie
wtorek, 24 sierpnia 2010
rach ciach racuchy!
Wszyscy je znają i zajadają. Dziś też i my :)
Przepis poniższy plącze się po internecie na wielu stronach.Przynajmniej, ja go na wielu znalazłam. I wszędzie jest zachwalany! Zachwalę go i ja!
co potrzeba?
niecała szklanka mąki
3 jajka
3 łyżki cukru
1 szklanka mleka
ilość jabłek w zależności od wielkości i gustu. Ja zużyłam 3 większe i pokroiłam je w kostkę, ale chyba jednak wolę smażyć plasterki jabłek otoczone ciastem.
szczypta soli
pół łyżeczki cynamonu (wedle uznania)
tłuszcz do smażenia (olej)
jak przygotować?
Oddzielamy żółtka od białek. Żółtka ucieramy z cukrem, następnie dodajemy mleko, mąkę, cynamon i szczyptę soli. Nie przejmujmy się, że maź jest rzadka :) Teraz znęcamy się nad białkami, ubijające je na sztywną pianę, delikatnie przekładamy pianę do mazi, mieszamy, wrzucamy cząstki jabłek, albo całe plasterki.
a następnie głęboką łyżką albo chochlą wlewamy na gorący olej i smażymy. Rosną, pachną i smakują!
Subskrybuj:
Posty (Atom)